Oczami wyobraźni ujrzałem błyszczącą stal, pachnący nowością plastik, bezgłośne przerzutki oraz idealnie prostą kierownicę.
Pochłonięty przez własne myśli nie zauważyłem nawet, że przede mną wyrosło nagle wzniesienie. Mój umysł natychmiast rozpoczął wyliczanie sił, a ja poczułem się jak Ender Wiggin*. Tysiące myśli przelatywało przez moją głowę z prędkością światła wyliczając odpowiednie trajektorie i podejmując decyzje. Wszystko w celu znalezienia odpowiedniego rozwiązania... Czy chce mi się jechać pod górę?
Oczywiście kiedy mój błyskotliwy umysł zajęty był wyliczaniem trajektorii i wykonywaniem innych genialnych operacji, zdążyłem już najechać na wzniesienie i wszystkie inne możliwości trafił szlag. Ender, którego wciąż widziałem oczami wyobraźni wzruszył tylko ramionami, zaczął gwizdać jakąś debilną melodyjkę i zniknął. To tyle jeśli chodzi o zachowanie twarzy.
Wzniesienie okazało się bardzo strome i niezwykle wyboiste. Już na pierwszym korzeniu poczułem, że coś jest nie tak. Zdezorientowany spojrzałem w prawo i stwierdziłem, że zbliża się do mnie krawężnik. Zanim grzmotnąłem o beton pomyślałem jeszcze, że ktoś powinien wlepić mu mandat za nadmierną prędkość. Potem przez chwilę nie myślałem nic, a w następnej chwili zbierałem się już z ziemi mamrocząc coś o wprowadzeniu międzynarodowego zakazu stawiania krawężników. Pogroziłem pięścią drzewu, którego korzeń tak mnie urządził, a gdy nie odpowiedziało, kopnąłem w owy korzeń zamierzając pokazać mu kto tu rządzi.
Dwie minuty zwijania się z bólu później kuśtykałem na przystanek autobusowy pchając rower przed sobą.
Czekając na transport miałem okazję przyjrzeć się swojej dwukołowej piekielnej maszynie.
Z błyszczącej stali pozostały jedynie wystające spod rdzy skrawki, a pachnący nowością plastik popękał i zaczął zalatywać nieprzyjemnie starą gumą. Zmieniłem na próbę przerzutkę, która zaryczała na mnie w proteście niczym tyranozaur. Inspekcja kierownicy także nie wypadła najlepiej. Idealnie prosty pręt, który stanowił kiedyś jej trzon wyginał się groźnie w dół przypominając kształtem banana.
Uznałem, że nie jestem samobójcą i roweru trzeba się pozbyć.
Jakiś czas po stwierdzeniu, że rower jest niebezpieczny ściskałem dłoń ojcu dziecka, któremu go sprzedałem... No co? Każdy ma swoją cenę! W moim przypadku było to 50zł. Mięczak ze mnie, powinienem był zarządać 100! :P
Od tamtej chwili minął rok, a potrzeba napisania tej notki narodziła się z faktu, że stałem się posiadaczem nowego demona prędkości - nowiutkiego 'Krossa Hexagon V3', za którego zapłaciłem (a jakże!) z kieszeni rodziców.
Rowerek posiadam zaledwie od kilku dni i przejechałem już na nim około 80 kilometrów, za co moje ciało codziennie mnie przeklina. Mimo wątłych warunków kondycyjnych nie poddaje się jednak i jeżdżę dalej. Wzniesienia staram się omijać z daleka, a na krawężniki pluje z pogardą (najczęściej pod wiatr, przez co wyglądam jakbym był seksownie spocony). Korzenie nie są mi już straszne dzięki przedniemu amortyzatorowi, którym skaczę po nich niczym Adam Małysz (macie, chamy!), a jazda stała się czystą przyjemnością.
Czasem tylko odczuwam dziwną tęsknotę za moim starym rowerem. Nostalgia naprowadza mnie wtedy na wizje przeszłości, które nigdy już nie powrócą, a łzy stają mi w oczach...
...powinienem był zarządać 100.

*Ender Wiggin - główny bohater Sagi Endera, napisanej przez Orsona Scotta Carda.
Ender jest obdarzony wybitną inteligencją, zdolnościami przywódczymi, ale i empatią, współczuciem i samokrytycyzmem. Umie przełamywać schematy, by osiągnąć cel. (WIKIPEDIA)
Cwany jest kurde! (JA)
2 komentarze:
Przynajmniej codziennie do mnie przyjeżdżasz:P.
Rowerek naprawdę masz super i sądzę że przejechałeś więcej niż 80 :P.
Fajny odblask na kole :marzyciel:
Prześlij komentarz