Choć komputer sprawuje się doskonale postanowiłem (w imię zasady "im więcej, tym lepiej ;) rozbudować go o dodatkowy gigabajt pamięci (z jednego na dwa).
Szczęśliwie złożyło się, że miesiąc przed nabyciem Maca zaopatrzyłem się w dwie kostki Kingstona po 1GB (SO-DIMM 667MHz DDR2 SDRAM PC2-5300)każda, dla mojego Asusa. Zrobiłem krótki rekonesans i okazało się, że pasują one także do MacBooka.
Dzięki temu zupełnie nieświadomie zainwestowałem w nowy komputer :).
Zanim jednak zabrałem się do zamiany, przeszukałem zasoby sieciowe i odkryłem, że Apple udostępnia do MacBooków swój własny RAM. Oczywiście marketingowcy dwoją się i troją zapewniając klientów, że ich produkt jest najlepszym rozwiązaniem dla tego typu komputerów.
Przyznam się, że ich obietnice i gwarancja pełnej kompatybilności z MacBookiem przekonały także i mnie, a że lubię mieć wszystko oryginalne (o ile mnie stać ;), poszukałem "jabłkowych kostek" w sklepach internetowych.
Oto oferta, na którą natknąłem się w "iSpot On-Line".

Dodam, że za 2GB Kingstona zapłaciłem 150zł (75zł za kość).
W ten oto sposób pomysł na zakupienie oryginalnej pamięci do MacBooków szybko wyparował mi z głowy, a w moim komputerze śmigają nie dedykowane Macom kostki, które w niczym im nie ustępują ;).
2 komentarze:
Wzruszająca historia :P. Zapomniałeś napisać o śrubokręcie za pazuchą :P.
Wahałem się właśnie pomiędzy dramatyczną opowieścią z życia wziętą, a formą techniczno-felietonową :P.
Prześlij komentarz